07:35

Artur Górski "Krok do piekła"

Książkę kupiłam za zawrotne 2 zł na wyprzedaży w jednym z marketów. Spodziewałam się czegoś w miarę lekkiego, przyjemnego i zabawnego. Zachęcająco na okładce zabrzmiało „niepisana na serio”. Tego właśnie czasem potrzeba.
Co znalazłam…
Po pierwsze, humor. To na pewno. Taki polski dowcip, który rozumiemy tylko my. Dotyczący naszej historii, nawiązujący do kompleksów, mody, wspomnień, ideałów itd. Swojski klimat. Tu wódeczka, tam śledzik. Może nie zawsze jest to humor na poziomie, ale swój to jednak swój.
Po drugie, garść historii. I to takiej historii, którą ja akurat lubię. Nie patetyczny Wawel z całym pocztem królów i władców polskich, ale skromniejszy, choć także zabytkowy kościół w Płocku.
Po trzecie. Tu będzie osobiście- bo jest Łódź. Mało które miejsce tak kocham, jak to okrutnie brzydkie miasto. Jeśli rzecz się dzieje w Łodzi, a tym bardziej gdzieś w okolicach jego symboli, jak dawny Fabryczny czy właśnie hotel Polonia, to taki film czy książka otrzymują u mnie z automatu +1.
I tyle dobrego.
Opowieść ma szybkie tempo, wartką akcję. No i niby jest ok, wszystko poprawnie, tylko tak jakoś mi to wychodzi wszystko nie do końca fajnie.
Po pierwsze, pani Basia. Każdy humor, dowcipne zdanie związane z jej osobą wydaje mi się tak rubaszne, wulgarne, w najlepszym razie przaśne. Jej osoby nie mogłam znieść od samego początku. Przyplątała się do Ryszarda Kroka, polskiego James’a Bonda (to też dobre). Trudno jest mi jednoznacznie opisać moje uczucia związane z „Basieńką kochaną”. Kojarzy mi się ona z czymś brudnym i co najmniej nieestetycznym.
Po drugie, po co to wszystko. Krótka, szybka opowieść, z której nie wyniosłam nic poza kilkoma drganiami kącików ust ku górze.
No nic. Czasem trzeba przeczytać i takie opowieści dla samego poznania historii lub choćby przypomnienia sobie na chwilę o jakimś miłym wspomnieniu jak tu o Łodzi w moim przypadku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Pisadło i czytadło , Blogger