07:08

Nie wolno się przezywać!

Nie wolno się przezywać!

– Nie zapomnij kanapek.
– Dobrze, mamo.
Ta sama wymiana zdań każdego ranka od poniedziałku do piątku. Co rano Andrzejek je na śniadanie chleb w mleku i co rano mam pakuje mu do szkoły kanapki z mortadelą. Kanapki te nierzadko były przedmiotem kpin kolegów Andrzejka. Już nie chodzi o to, że z mortadelą, a w piątki z porzeczkowym dżemem. Dzieciaki śmiały się z potłuszczonego pergaminu, w jaki mama Andrzejka pakowała mu drugie śniadanie. On sam w zasadzie nie widział w tym nic złego. Papier jak papier. W XXI wieku jednak żadne dziecko nie nosi kanapek w pergaminie. To Andrzejek zdążył zauważyć- że jest trochę w tyle za rówieśnikami; że nie ma telefonu, tak jak oni; że nie przynosi słodyczy do szkoły; że nie ma nowego roweru z takimi wypasionymi, pogrubionymi oponami. Andrzejek widział kiedyś taki rower, kiedy z mamą pojechał do Miasta po zimową kurtkę. Patrzył na niego z taką fascynacją, że nawet jego mama postanowiła temu cudowi polskich szos się przyjrzeć. Widząc jednak cenę na metce, szybko wzięła syna za rękę i zmusiła do pójścia dalej.
– Jak się będziesz dobrze uczył, to kiedyś sobie taki kupisz.
Bieda, niedostatek, zacofanie rodziców- to były główne przedmioty kpin kolegów Andrzejka. W domu nigdy nie mówił, dlaczego ma tyle siniaków, dlaczego jego książki są brudne (Tępiński z Grubińskim kiedyś postanowili je wyrzucić prosto w wielką kałużę błota) i dlaczego nigdy nikt go nie odwiedza w domu. Ani matki, ani ojca w zasadzie to nie interesowało. Ważne, że chłopak rósł, chodził do szkoły, a kiedy było trzeba, pomagał w domu czy w gospodarstwie.
Andrzejek nie odczuwał zbyt ciężko braku tych wszystkich luksusów, jak komputer i telefon. Czasem tylko brakowało mu towarzystwa, kogoś, z kim mógłby porozmawiać, opowiedzieć wymyślane historie. To Andrzejek lubił- wymyślać historie, w których był zwykle silnym superbohaterem ratującym z opresji jakąś piękną Julię, Kasię czy Olę. Andrzejkowi w ogóle podobały się panie, kobiety i dziewczynki. Miały zawsze ładne uśmiechy, wesołe oczy i długie, miękkie włosy. Najbardziej podobały się włosy koleżanki z klasy- Ali Głupińskiej. Były długie i pachnące. Marzył o tym, żeby włożyć w nie rękę i przeczesywać je palcami z góry na dół; potem zwinąć włosy Ali w kucyk i zawinąć je wokół dłoni. Kiedyś chłopiec śnił, że głaszcze Alę po karku i tych włosach. Nagle się jednak obudził i czuł się bardzo dziwnie. Szybko wstał i to dziwne uczucie minęło.
Pewnego dnia Andrzejek zdobył się na odwagę i wręczył Ali prezent. Pracował nad nim wiele godzin. Był to najpiękniejszy portret, jaki Głupińska widziała w swoim krótkim życiu. Portret tak realistyczny, tak profesjonalny, że każdy znawca sztuk plastycznych, malarz czy rysownik wiedziałby od razu, że ma do czynienia z nie byle jakim talentem. Dla Ali jednak ważniejsze było to, że portret ów wykonany został na pergaminie.
– Haha! Jakie to żałosne! Haha, jaki głupi wieśniak! Burak z domu buraków!
W taki sposób Ala na środku szkolnego korytarza wyśmiała Andrzejka. Jej przyjaciółki, którymi zawsze się otaczała, oczywiście również zaczęły czerwonego ze wstydu chłopca wyśmiewać. Po chwili dołączyła do nich reszta klasy:
– Burak!!! Burak!!! Burak!!! Bu-rak! Bu-rak!
Przerażony, zrozpaczony chłopiec uciekł ze szkoły i pobiegł prosto do domu. Matka była najpierw zaskoczona jego widokiem, ale później uczucie to zastąpiło przerażenie. Ten spokojny zawsze chłopiec, z którym nigdy nie było żadnych problemów wychowawczych, miał w oczach coś strasznego. Gdyby matce znane było to słowo, powiedziałaby: „Obłęd”.
– Dziecko, co się stało? Ktoś ci coś zrobił? Dziecko, powiedz coś.
Andrzejek nie mówił nic. Stał tylko i ciężko dyszał. Wystraszona matka wybiegła na podwórko po ojca. Chłopiec tymczasem podszedł do kredensu, na którym leżał kuchenny nóż, długi i ostry. Matka go co tydzień ostrzyła o próg domu.
– Już nigdy tam nie wrócę.
Jednym płynnym ruchem przeciągnął nóż od prawej do lewej strony swojej chudej szyi. Kiedy matka z ojcem wrócili do domu, ujrzeli przerażający widok. Pokój, w którym toczyło się od wielu lat ich rodzinne życie, w którym jedli, spali, był teraz czerwony od krwi ich jedynego syna.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Pisadło i czytadło , Blogger