14:48

Bóg Imperator Diuny – Frank Herbert



"Bóg Imperator Diuny" to bez wątpienia najtrudniejsza i najbardziej wymagająca książka, jaką zdarzyło mi się przeczytać. Poświęciłam na nią chwilę czasu, bo nie chciałam stracić nic z fabuły. Kolejna część udowadnia, że cały cykl "Kroniki Diuny" to prawdziwe arcydzieło. Nie ma i - co można z dużą dozą prawdopodobieństwa stwierdzić - długo nie będzie tak genialnej historii z gatunku science-fiction. Bardzo rzadko ulegam jakiejś egzaltacji. Powyższe zdanie mówię całkiem na chłodno, bez nadmiernej podniety.


Minęło trzy i pół tysiąca lat od wydarzeń z "Dzieci Diuny". Z dawnych bohaterów został jedynie kolejny ghola Duncana Idaho oraz Bóg Imperator Leto II Atryda. Syn wielkiego Muad'Diba stał się istotą jedyną we wszechświecie. Człowiek-czerw, tyran, władca całego Imperium, jednocześnie go kochający i będący jego więźniem, najbardziej samotna istota na świecie.
Diuna już nie jest surową, pustynną planetą. Teraz to żyzna, zielona Arrakis. Nie ma już na niej prawdziwych Fremenów żyjących w swoich surowych siczach; Fremenów o błękitnych od melanżu oczach. Są teraz Muzealni Fremeni, tak śmieszni dla Duncana Idaho. To tak naprawdę marionetki, śmieszne podróbki niemające nic wspólnego z prawdziwym, rdzennym ludem Diuny. Nawet ich krysnoże są z plastiku, po prostu marne podróbki.
Jest jednak coś, co się nie zmieniło. Wciąż władcę otacza sieć spisków. Leto II kontroluje całe Imperium. Ma jednak tak samo wielu wrogów, jak jego ojciec i dziadek: zakon Bene Gesserit, Gildię Kosmiczną, Ixan i Theilaxan. Wszyscy oni chcieliby obalić Leto, ale jak zniszczyć kogoś, kto żyje miliardami istnień, kto wie i widzi wszystko, kto jest czymś, czego ludzki rozum nie potrafi zrozumieć?

"Bóg Imperator Diuny" to opowieść pełna straszliwej samotności. To historia, w której dominującym uczuciem jest poczucie straty. Leto II Atryda poświęcił swoje człowieczeństwo. Dla wielu stał się potworem i tyranem. Kierowała nim jednak nie żądza władzy i nienawiść, ale ogrom jego wiedzy, uzyskana w związku z nim pewność oraz prawdziwa miłość. Jego celem było ocalenie ludzkości i planety przed straszliwym losem. Aby jednak swoje cele osiągnąć, poświęcił swoje człowieczeństwo, a stratę tę zaczął coraz dotkliwiej odczuwać.

Leto II nie doczekał się zrozumienia u bardzo wielu. Jego rządów nie potrafił zaakceptować Duncan Idaho, najwierniejszy sługa Atrydów. Dla honorowego Duncana Leto II nie był takim Atrydą jak jego ojciec i dziad. 

Diuna stała się żyzną Arrakis i straciła całą swoją surowość. Straciła planeta i wspaniały lud rdzennie ją zamieszkujący, czyli Fremeni. Celem tych zmian nie była jednak zupełna przemiana tego wyjątkowego miejsca. Celem Leto II był powrót do stanu pierwotnego!

W powieści akcji jest mało i jeśli ktoś szuka jakichś dynamicznych scen w stylu sci-fi, to tu ich nie znajdzie. Wszystko dzieje się powoli, a cala fabuła powieści opiera się na rozmowach i przemyśleniach. Dzięki nim możemy spróbować zrozumieć potęgę umysłu Leto II, powody jego zachowań.

W poprzedniej części autor postawił na ekologię Diuny i na wpływ człowieka na środowisko naturalne w ogóle. Tu natomiast mamy inny główny motyw, a jest nim polityka i religia. Jak widać, te dwie wartości w każdym świecie ściśle się ze sobą łączą. Władza Leto II, jego ustrój polityczny w głównej mierze opiera się na potędze sfery sacrum, a to on sam jest jedynym bóstwem.

Można pisać i pisać. "Kroniki Diuny" trzeba po prostu przeczytać. Tylko warto mieć na uwadze, że nie jest to lektura do wanny czy na kibelek. To nie książka na dwa, trzy wieczory. Pewnie, można strony przerzucić, zapoznać się ogólnie z fabułą i już. Tylko po co? Skoro już mamy w rękach prawdziwe arcydzieło, to powinniśmy cieszyć się nim jak najdłużej. Bardzo rzadko we współczesnych powieściach, nawet tych najbardziej poczytnych, można spotkać tak piękny język jak w książkach Franka Herberta.

Polecam!!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Pisadło i czytadło , Blogger